Photographer

Kubica, Mazur, Bublewicz i… Ja!


Po dzisiejszym w wyścigu GP Malezji, śmiem twierdzić, że tegoroczny sezon w F1 będzie udany. Nareszcie tak zmieniony regulamin wpłynął na atrakcyjność zawodów i podkreślam, że takie zmiany potrzebne są również w WRC (i wiem, że pewnego dnia nadejdą). A jeżeli chodzi o czwartą pozycję Kubicy – BRAWO chłopaku! Skrupulatnie przykręcaj śrubę mechanikom Renaulta a sukces gwarantowany – oby tak dalej.

Jeżeli już mówimy o Kubicy to nie dalej jak ponad tydzień temu, miałem ogromną przyjemność poznać Pana Jerzego Mazura, który poza prowadzeniem salonu Nissana w Wałbrzychu posiada dość solidną kolekcję motosportowych pamiątek (ale i nie tylko). Pan Jerzy, który na jednym z prezentowanych poniżej zdjęć prezentuje koszulkę z autografem naszego przedstawiciela w F1, jest solidnie zapracowanym przedsiębiorcą, ale na szczęście dla mnie znalazł kilka minut na zaprezentowanie swojej kolekcji. Dodam, że dość mocne wrażenie wywarło na mnie kilka eksponatów lecz dość solidną dawkę miliardów elektronów w moim systemie nerwowym przysporzył mi kombinezon Mariana Bublewicza. Nie jakiś tam kombinezon a dokładnie ten, w którym Bubel startował w swoim ostatnim rajdzie. Krew na tym kombinezonie mówi sama za siebie – nie sądzę bym zapomniał jej widoku…

Pośród sporej liczby eksponatów moją uwagę przykuły również formuły, którymi Pan Jerzy startował w wyścigach (z sukcesami), Fiat 126p – również wyścigowy oraz rarytasie jakim jest wiernie odwzorowana replika Fiata 125p, którym w czerwcu 1973 roku Sobiesław Zasada wraz z Franciszkiem Aromińskim, Jerzym Dobrzańskim, Andrzejem Jaroszewiczem, Robertem Muchą, Ryszardem Nowickim oraz Markiem Varisellą pobili kilka rekordów z tym najważniejszym jakim było osiągnięcie na dystansie 50 tysięcy kilometrów średniej prędkości 138,27 km/godz (dodam, że panowie tak non stop śmigali przeszło dwa tygodnie!!). Polecam każdemu, kto interesuje się historią polskich sportów samochodowych odwiedzić to miejsce (salon Nissana w Wałbrzychu), miejsce gdzie przed muzeum stoi oryginalna Celica Hołowczyca, która spaliła się doszczętnie w trakcie Rajdu Niemiec w 1997 roku. Szkoda, że tak mało czasu miałem na zapoznanie się z dorobkiem muzeum Pana Jerzego, lecz z całą pewnością powrócę tam niejednokrotnie.

Planowałem zamieścić te zdjęcia po świętach, ale wewnętrzna zaduma nad losem Pańskim oraz tkwiące w mej głowie plamy krwi na kombinezonie Mariana spowodowały, że zamieszczam ten tekst dziś. Bo w pewnych przypadkach niestety zmartwychwstania nie dostrzegłem…

Alleluja!!!

This slideshow requires JavaScript.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s