Photographer

Rajd Elmot-Krauze turystycznie, czyli powrót do przeszłości…


Pomimo tego, że od kilku lat moja maniakalnie ulubiona dziedzina sportu – rajdy samochodowe, jest określana mianem „Rajdy-Srajdy” to i tak raz na jakiś czas następuje nawrót tej nieuleczalnej choroby. Podobnie było od kilku tygodni. Mieszkając w Wałbrzychu, od kilku miesięcy orientowałem się doskonale, że nieopodal będzie rozgrywany Rajd Elmot, który moim zdaniem jest najlepszy w Polsce rajdem asfaltowym. Niemniej jednak nic sobie z tego nie robiłem – zalecenia lekarzy w trakcie terapii antyrajdowej. Problem się pojawił praktycznie na tydzień przed imprezą, gdyż zrozumiałem, że „leki można odstawić na chwilę” i nic nie stoi na przeszkodzie by pokazać mojemu 10-cio miesięcznemu synkowi, jak z bliska wygląda fura wujka Szeszkina. Niestety wydarzenia smoleńskie zmieniły datę rajdu, co w zasadzie było mi na rękę.
Odcinek testowy odbył się planowo a reakcje mojego małego Mistrza była wręcz niewiarygodna: nie sądziłem, że tak bardzo będzie podekscytowany! Oj zaskoczył mnie Pan Prezes…
Podobnie jak zaskoczył mnie mój tapczan, który po powrocie z testowego, najzwyczajniej w świecie się… zepsuł! Urwała się rolka prowadząca pasek jakiś (co by nie było, że nie wiem co padło). I tu nastąpił tak zwana wędrówka w czasie. Odpuściwszy sobie pierwszy dzień rajdu (należało przetransportować furę do warsztatu) a na niedzielne emocje rajdowe wybrałem się ogólnodostępną komunikacją drogową. Podobnie jak niemal dziesięć lat temu, kiedy to wybrałem się PKPem z Olsztyna na jeden odcinek specjalny. Jeden, bo trzeba było wracać w kierunku stolicy Warmii, gdyż następnego dnia rano musiałem stawić się w pracy o godzinie ósmej. Podobnie i tym razem moim celem był jeden odcinek specjalny – Walim. Postanowiłem dotrzeć rano do Walimia i zrobić sobie mały spacerek do Rościszowa, gdzie znajdują się zakręty będące moim zdaniem jedną z najlepszych partii asfaltowych w kraju. Magia!! No i cały dzień sobie „spacerowałem” do początku oesu, a potem w kierunku mety. Cały dzień!! Nogi do dnia dzisiejszego dziwnie się zachowują… W trakcie tegoż marszu postanowiłem nieco powariować z aparatem a najmilszym zaskoczeniem była chwila, gdy w oddali usłyszałem wręcz ryczącą piosneczkę „Nielegala”! Jermak jesteś wielki!!!
Poniżej wciskam kilkanaście fotek z mojego walimskiego spacerku!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s