Photographer

Kolejna sesja z redakcją TOP GEAR


W minionym tygodniu zanim deszcz pół Polski utopił, miałem kolejne spotkanie trzeciego stopnia z ekipą polskiej edycji miesięcznika Top Gear. Pomimo tego, że rozpoczęło łupać mnie w krzyżu na znak nadciągającej choroby, postanowiłem twardo uczestniczyć w tym wydarzeniu. Dziennikarze z Panem Robertem Frankowskim na czele sprowadzili do Wałbrzycha dziewięć kabrioletów z magicznym i bezapelacyjnie wyjątkowym Astonem Martinem na czele. Nie będę się rozpisywał na temat pozostałych ośmiu aut, lecz nie mogę pominąć moim zdaniem dwóch pozostałych, które wraz z wspominanym Astonem piastowały najwyższe pozycje w moim prywatnym rankingu. Opisując tę trójkę niczym werdykt jury programu telewizyjnego, na najniższym miejscu podium uplasowałem Japończyka zwanego Mazda MX5, który stanowi mój cel, aby choć na kilka okrążeń toru Nurburgring odczuć jego rewelacyjnie zasadzony środek ciężkości, który w połączeniu z niską masą tego auta i odpowiednią mocą przenoszoną na koła tylne oczywiście, jest bardzo interesującym pociskiem do pokonywania zakrętów z opon piskiem (taki poemizm wcisnął mi się w klawiaturę😉 ). Mam wrażenie, że tym roadsterkiem z kraju kwitnącej wiśni, byłbym wstanie zlikwidować niejeden komplet opon…

Drugim na mojej liście (i zwycięzcą na liście mojego syna) jest niemiecki pocisk zwany Audi TT z dopiskiem RS. Ten dopisek stanowi jedyny magnes tego modelu Audi, gdyż akurat TTki niezbyt wpadły mi w oko i stanowczo twierdzę, że są to samochody dla folksdeutchowatych młokosów. Po nieco solidniejszej analizie zachowań tego auta, wnikliwemu zagłębieniu się w detale oraz rozebraniu jego dźwięku na pojedyncze fale, zmuszony jestem uznać, że jest to nader pasjonujące auto. I nawet moja pasja do napędu RWD w przypadku tego czterołapa, jest przyćmiona. Duże wrażenie robi moc tego auta, która kierując się ku 400KM powoduje, iż zadziwia to, w jaki sposób odpycha się owa TTka na prostej i to jak niemieckoprecyzyjnie klei się w zakrętach. Ciekawa fura…

Bezprecedensowy numerem jeden był Aston Martin, który pod każdym względem odstawał od reszty kabrioletów. Pasjonujące jest to, z jakim wykończeniem ma się do czynienia przyglądając się Astonowi z odległości kilku centymetrów. Jest on niczym nabuzowany testosteronem arystokrata, który gdy stoi w garażu lśni elegancją i nienagannym zmanierowaniem, lecz gdy odpali się tą fabrykę wrażeń pod maską i z subtelnym brakiem wyrafinowania naciśnie na pedał przyspieszenia, ten arystokratyczny elegancik zamienia się w furiata, który po opuszczeniu imprezy swoich lordowych rodziców rusza na podbój lokalnych klubów, zapychając swój umysł solidną garścią grzybów halucynogennych! Momentami miałem wrażenie, że takiemu jaśnielordowi nie przystaje wydawać takie dźwięki, o schizofrenicznych przyspieszeniach nie wspominając. I szczerze dodam, że taki naćpany arystokrata z przerośniętymi mięśniami pod maską i dobrze skrojonym gajerku, prezentuje się nader wyuzdanie. No i to, w jaki sposób rozrywa kolejne kilometry niczym narwany ćpun – ekscytujące. A i tak, gdy zamkną się drzwi garażu, ten dostojnik wraca na swe salony by perfekcyjnie prezentować się z gracją godną Jamesa Bonda. Po tym spotkaniu wiem, dlaczego 007 celnie trafia w wyborze samochodów…

One response

  1. KaSis

    Niesamowite , cudowne wow , niesamowite zdjęcia

    22 Maj 2010 o 11:57

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s