Photographer

„Księżna Daisy, przekwitłe rododendrony i wolne elektrony”


Ten wpis będzie dość odmienny od mojej fotoblogii stosowanej. Jakiś czas temu dostałem maila z prośbą o zamieszczenie pewnego tekstu, który po przeczytaniu nie mógł pozostać w schowku mojej skrzynki. Autor tekstu poprosił o anonimowość a sam tekst (który moim zdaniem jest niezwykle interesujący) opatrzyłem fotografiami mojego autorstwa. Miłej lektury.

Oto ów tekst:

„Księżna Daisy, przekwitłe rododendrony i wolne elektrony

Właśnie dzisiaj 1.IX.2010r.od rana mam pewność, że otrzymałem mocne wezwanie aby koniecznie tu przybyć. I, oto przyjechałem do Książa. Ten malowniczy zakątek, który podziwiam niezmiennie od lat wzbogaca moją wyobraźnię. Przepych jego widoku uszlachetnia i wzbogaca moje czlowieczeństwo. To plener moich najwcześniejszych dziecięcych marzeń. Tu jest mi najlepiej. Tu jest najciekawiej. Dla mnie tu jest najpiękniej. Dla mnie to najwspanialsza ziemia obiecana. Ta okolica jest dla mnie skarbem. Tak właśnie, otoczenie Lubiechowa wzdłuż toru PKP i jednostronnego lasu oraz rozsiadłych tam wzgórz. Kocham jeziorko Daisy i barokowe pałace Czettritzów a zwłaszcza willę Pohla w Wałbrzychu, na Zamkowej. Także fascynujące bajecznym pięknem krajobrazy obok zamku Książ. Widok oceanu zieloności. Na rynku Świebodzic, gdzie za każdym razem mojej bytności wyzwala się we mnie poczucie mojej głębokiej radości i wtedy gdy siedzę na ławce wydaje mi się, że jestem prezydentem tego miasta. Kocham lesistość krajobrazu i historię. A ja akurat – nie cierpię morza w pobliżu którego mieszkam, bo jak mawiał pewien poeta – morze zatapia sny. Morze układa ludzkie życie w monotonność.

Ach, co za nastrój ogarnął mnie – rozmarzam się i zanurzam tkliwie w swoim dobrze mi znanym od lat świecie zewnętrznym…Głucho tu teraz w Ma Fantaisie, jakoś poważnie. Słyszę odgłos wody przepływającej w pobliskim strumieniu ale mnie radością ten szmer nie napawa. Jedynie plener KL Furstenstein pozostaje dziwnie pusty i głuchy jest tu ponuro i nawet śpiewu ptaków tam nie słychać od tamtych czasów aż dopotąd. Łączą się tu losy wielkiej historii i wielka historia bytu mojej rodziny ongiś zamieszkałej w tych stronach.
To co widzę teraz wprawia mnie w zadowolenie takie jak najpierw dwa lata a wcześniej cztery lata temu gdy tu rozważałem o różnych sprawach bliższych i dalszych mojej pamięci zapisanej w sercu. Powtarzam – teraz będąc właśnie tu w tej chwili jestem całkowicie zadowolony. Dookoła mnie wszystko pachnie. Odczuwam wonność powietrza i ten szczególny aromat zawieszony w nim znany mi od lat dzieciństwa czyli dla mnie od zawsze. To zadowolenie ogarnęło mnie leniwym ciepłem wełnianego swetra w chłodny poranek u schyłku lata a ja wiem, że dzisiaj wydarzy się coś wielkiego na co czekam już od dawna. Wiem – to będzie spełnienie marzenia. Dlatego z tym przeczuciem przybyłem tu z daleka z tęsknotą w sercu aby poznać to co niepoznawalne dla innych. Tego dnia byłem napełniony wszelką wszystko ogarniającą zaborczą energią i pewnością, że mój zamiar uda mi się bezbłędnie spełnić. Tak, miałem tę dosłowną pewność. Ta pewność rozsadzała mnie zadowoleniem bez umiaru. Tego chłodnego dnia cieszy mnie także wyrazisty błękit nieboskłonu. Otoczył mnie wspaniały pejzaż z dominantami wież starego zamku gdzie na jego dachach i wieżach spatynowały się dzieje wielu lat w kolorze ciemnozielonym. Kanion niewielkiej rzeczki formował się tu przez miliony lat a jego erozja doprowadziła do bajecznego urozmaicenia otoczenia. Patrząc na potężne drzewa wiedziałem, że tuż obok  mieszka wielka moc i energia. Ta energia wspomaga mnie już od tylu lat zawsze kiedy tu bywam. Nigdzie nie widziałem tak pięknej połaci leśnej z tak gigantycznym drzewostanem. Majestatu piękna i potęgi tego parku nie zastąpi mi żadna puszcza nawet z większą ilością drzew a tu w Książu napawam się zawsze niepowtarzalnym pięknem przede wszystkim wielkich drzew i rododendronów. One same w sobie są żywym majestatem przyrody radosnej dla oczu każdego przyjezdnego w te strony. Wobec tych drzew odczuwam swoją małość jako człowiek bo, one tu rosną wszak może sto pięćdziesiąt a może dwieście pięćdziesiąt lat i zdołały oprzeć się dotąd wszelkim wichrom. Były i są silne. Każdy z nas miał swoje prywatne wichry życiowe, więc to jedna takie osoby jak moja – z innymi, z tymi, które uporały się w ogóle z jakimiś znaczącymi zawieruchami życiowymi, oparliśmy się im i zahartowaliśmy się w przeciwnościach losu i wyszliśmy z nich jako mocniejsi.

Szpaler starych lip wiedzie mnie teraz ku zamkowi drogą jak z obrazka. Tu zagadnienie perspektywy trwało namacalnie i już od dawna było bezbłędnie rozwiązane przez siły natury z matematyczną dokładnością. Konary lip gdzieniegdzie były wzmocnione obejmami i prętami z żelaza i one pozwoliły przetrwać tym okazom do naszych czasów. Zawsze porównywałem ten starodrzew alei lipowej do widoku wysokich drzew z obrazów Norblina i do wspaniałych ówczesnych czasów gdy tworzył pejzaże sielskich zieloności zaprawionych sentymentalnym smutkiem przemijania. Tak tu stoi nad głową mą i twoją czytelniku historia a chcialoby się wiedzieć kto tędy przejeżdżał karetą a kto i kiedy cwałował na oklep w stronę zamku? Czy tędy może posuwał się stępa w stronę Wrocławia pułk Złotych Huzarów Księstwa Warszawskiego pod dowództwem płk Jana Umińskiego? Ten pułk jako pierwszy spośród wojsk koalicji dotarł do Moskwy 12 września 1812r. i stanowił czoło awangardy wojsk napoleońskich. Teraz odczuwam egoistyczne i rozkoszne uczucie przewagi nad tymi którzy tu chadzają i rozmawiają o wielu najzwyklejszych, przyziemnych sprawach naraz. Takich osobników jest najwięcej, jest ich przeważające multum. Nie wyliczę żałosnych na ogół problemów jakie te indywidua poruszają w rozmowach i które są udziałem tej rozgadanej niestety większości, dlatego przytaczanie ich tematów byłoby stratą czasu. Byłoby to zabijanie czasu na niekorzyść myślącego człowieka czyli homo sapiens. Zabić czyli stracić czas, o właśnie to mam na myśli gdy podsumowuję czczość tematów tych rozmów w tym miejscu i w tych okolicznościach.

Jak już wyraziłem to wcześniej podmiotem Książa jest wielka historia i ludzie, którzy tu bywali i bytowali. Ostatnią właścicielką tych przestrzeni po których teraz hula wiatr była księżna Daisy von Pless. Moja wyobraźnia podpowiadała mi bezbłędnie, że tego poranka to właśnie ona przypatruje się moim krokom, nadaje sens mojej wędrówce i czeka na mnie. Odgłos moich śpiesznych kroków nie zakłócał oczywistego dla mnie wrażenia, że ona idzie obok mnie…odczuwałem obecność księżnej idącej obok…moimi emocjami kierowała także księżna… Wśród otoczenia wiekowego drzewostanu nie wypadało mi biec na spotkanie do tego osobliwego miejsca do którego wzywała mnie teraz Daisy. Plecy mi zwilgotniały z emocji a uwagę miałem zwielokrotnioną i nasłuchiwałem objaśnień w którą stronę mam skierować kroki. Mimo, że droga była trochę męcząca wiedziałem, że oto idę w nieomylnym kierunku a o tym upewniał mnie także głośny rytm bicia mego serca. Ono uprzedzało mnie, że wkrótce tam będę w pobliżu tego poszukiwanego od lat miejsca gdzie już kiedyś byłem przed wieloma laty i gdzie znowu mam pojawić się za chwilę. Teraz, za chwilę nadejdzie chwila spełnienia marzeń i o tym też miałem najgłębsze przeczucie. Na zewnątrz istnial świat niczym nie poruszony i trwający w oczekiwaniu, że oto ja jestem tym którego Daisy przywołała do siebie. Nie odczuwałem żadnej trwogi ani strachu w tych parkowych ostępach. Żaden hałas, żaden poryw wiatru ani grzmot nie miał prawa dzisiaj w dniu 1.IX.2010r. tu zagościć, bo przeszedłem tym szlakiem aby spełnić cel wyższy i poznać tajemnicę. Zbliżałem się. Wiedziałem o tym. Miałem przypływ gorącości i czułem dostojność otaczającego mnie powietrza. Byłem tuż – tuż, może pół minuty marszu brakowało do celu a może było znacznie bliżej. Aleja bukowa czy lipowa wskazywała mi swym azymutem kierunek marszu ku Daisy. Narastało we mnie uczucie wewnętrznego oczekiwania i objawiała się pewność, że wszystko dookoła jest kruche i nietrwałe ale moja wiara była niezłomna. Tam nieco dalej od ostatniej kępy dawno przekwitłych rododendronów oczekuje na mnie nieskończona tajemnica, którą odsłonię za chwilę bez poczucia pychy. Przepełniła mnie błogość z powodu pewności odkrycia tego miejsca. Zacząłem się modlić za Daisy. Pomyślałem o moich znajomych, którzy teraz mitrężą czas czekając na mnie a i tak jedynie w zarysach wiedzą w jakim udałem się kierunku, bo droga była jedna do osiągnięcia celu. Jeszcze tylko zakręt, wzgórze i oto jest to magiczne miejsce czytelne dla wzroku. W chwilę później towarzyszyło mi silne wzruszenie, obręcz słodkiej radości ściskała moją głowę a w mózgu krążyły wolne elektrony wpływając na przyśpieszenie pulsu. Wewnątrz mnie teraz wszystko pulsuje gorącym krwioobiegiem i trwa koncert przepełniającej mnie radości, westchnienie uwięzło mi w krtani i nie moglo się uzewnętrznić ze wzruszenia. To prawdziwy stan ekstazy jak w filharmonii w przedziwnym spektaku, który bez reszty pochłonął moją uwagę. Wpatruję się w to miejsce i dokonuję pomiarów jedynie sobie znaną metodą. Jestem w pobliżu zamku a tu żywego ducha. Och, jak mi tu dobrze! Tę radość odkrycia poniosę w swoim życiu dalej a ona mnie uszlachetni i doda sił do odsłaniania wielu innych tajemnic książańskich. Teraz już wszystko wiem spośród tego co ważne, co istotne dla tego tajemniczego miejsca. Poznałem „geometrię” i szczegóły pochówku księżnej. Tu zastosowałem moje sekretne metody i zmierzyłem siłę wzbudzonych emanacji astralnych tu umiejscowionych i przypisanych tylko Daisy. Kontempluję to wszystko ale nie mam potwierdzenia ażeby Daisy chciała abym rozgłosił tę nowinę. Mam działać wyłącznie indywidualnie. Mam doprowadzić do tego aby uruchomić nieuchronne procesy na które czeka Daisy od lat. Mam wyrazić to czego życzy sobie księżna. A ona właśnie chce i pragnie aby odbyła się uroczysta ceremonia jej uroczystego pogrzebu na jednym z tarasów zamku Książ. Ja myślę o miejscu wybitnym w skali Książa – o Tarasie Różanym, o jego centralnym i jakże rozsłonecznionym miejscu…

Znajdziecie w sobie tyle cierpliwości aby uwierzyć, że tak właśnie było? Czy znajdziecie w sobie tyle radości aby uwierzyć i cieszyć się ze mną z tego faktu? Z czasem dla upamiętnienia drogi jaką przebyła Daisy aż dotąd będzie ta ścieżka parkowa bardziej uporządkowana i może ktoś pamiętliwy wkopie tu krzyż żeby uświetnić to miejsce niesprawiedliwego odosobnienia księżnej od świata zajęte przez nią na wiele lat z dala od wszystkich ludzkich oczu. Oddalone od wszystkich znanych szlaków pieszych. Tak będzie z tym uświetnieniem tego miejsca – tego też jestem pewien.

Minęło sporo czasu – nieco ponad pół roku od pamiętnego dnia i oto pora na przeprowadzenie analizy zdarzenia. Żaden urząd ani obecny administrator, żadne ministerstwo, żadne koła dyplomatyczne, żadne muzeum miejskie i pałacowe ani Rodzina von Pless/von Hochberg, władze samorządowe gminy, powiatu i województwa – nikt nie odpowiedział na przekazaną wiadomość o odnalezieniu miejsca pochówku księżnej Daisy. Nie otrzymalem potwierdzenia od Rodziny von Pless/von Hochberg, że tajemnica została rozpoznana. Nikt także nie podważył prawdziwości tego opisu. Dlaczego brak odpowiedzi ani na tak – ani na nie? Szanowni Państwo najlepiej jest gdy się nie ma odpowiednich środków finansowych i wówczas wypada jedynie stanąć skromnie z boku i nie reagować na zaczepki ponieważ urządzenie godnej ceremonii pogrzebu ostatniej właścicielki zamku może sporo kosztować. A kto ma dzisiaj pieniądze? Jaka instytucja? Odpowiedź – chyba tylko UE. Ci wszyscy Zainteresowani chętnie będą uczestniczyć w ceremonii pogrzebu o, ile nie będą zmuszeni do wysupłania żadnego grosza. Dlatego zabawa w głuchego albo w niewidomego widza trwa nadal.

Wiosną 2011r. pytam: czy tak ma być jeszcze długo? Księżna Daisy nie może czekać w nieskończoność !

Pierwszą wiadomość o odnalezieniu miejsca pochówku księżnej Daisy – Skarb i klejnot Dolnego Śląska zredagowałem w październiku 2010r. i umieściłem w internecie za pośrednictwem blogu Nasze Sudety i od tej chwili zapadła cisza. Nie wliczam do tej ciszy obraźliwych i pełnych sarkazmu wpisów pod moim adresem, które przecież na moją odpowiedź nie zasługugiwały. Ponadto napiszę jeszcze i to, że treść tego artykułu cały czas zmienia się i ewoluuje w kierunku wskazywania tematów zasługujących na szerszą publikację. Zastanowię się w jaki sposób upublicznić ten artykuł w internecie ale z pewnością nie uczynię tego w „Naszych Sudetach.” Jawi się zatem pytanie co ma być dalej w tej sytuacji, która powinna mieć swój ostateczny epilog? Odpowiedź znajdziecie Państwo w artykule, którego tytuł przywołałem już powyżej – wszystko jest w nim opisane bardzo jasno i zrozumiale. On pojawi się po pewnym czasie…

Ponadto pośrednio wskazuję, że nadmierne i codzienne eksploatowanie w mediach tematu pod tytułem – polityka stanowi znaczną przeszkodę w załatwieniu epilogu poruszonego problemu. Większość i to znakomita (ta, która nie ma jak się okazuje środków finansowych) uprawia działalność w zakresie quasi-polityki nikomu nic nie dającej w zamian, poza dokładnymi informacjami dotyczącymi bardzo częstego określania metodą sondażu opinii publicznej tego, która albo jaka partia ma szacunkowo największe poparcie społeczne a które partie posiadają poparcie mniejsze.To skupia uwagę polityków, politykierów wszelkiego kalibru oraz opinii publicznej i odsuwa załatwienie innych spraw na później. To jest jedyny argument jawności dla tych, którzy akentują, że chcą władać krajem. Kraj zaś to nie politykierzy lecz społeczeństwo, które i tak głosuje przypadkowo albo w większości w ogóle nie głosuje. Ja byłbym głosował na tę partię, która pomoże definitywnie rozwiązać wyłuszczony problem organizacji pochówku księżnej. Kto mi ułatwi trafne oddanie głosu? Któraż to partia? A czy jest taka partia, która w ogóle dostrzega tu pole działania dla siebie?

Ostatecznie wiadomo jaką orientację polityczną reprezentuje administrator zamku Książ i władze samorządowe m. Wałbrzycha. Nie zamierzam głosować na tę partię. Zresztą ja nie jestem z Wałbrzycha gdzie mechanizmy działania wiodącej partii są naoliwione publiczną kompromitacją.

Mieszkam na Wybrzeżu.

SC
12.III.2011r.”

5 responses

  1. SC

    c.d. korespondencji z fD.
    1.Pytanie: czy już spotkaliśmy się kiedyś? – mam na myśli Szczawno – Zdrój w kawiarni?
    2.jeśli nie – to pozostaje ost. możliwość zlokalizowania Ciebie – daleko stąd aż po drugiej stronie Atlantyku w New Jersey? To jest pytanie.
    Z tymi osobami kojarzę kogoś z imieniem/nazwiskiem mającym związek z literą D.
    Proszę o udzielenie odpowiedzi. SC

    5 Czerwiec 2014 o 11:04

    • D

      1. Nie. Raczej sie nie znamy i nigdy sie nie spotkalismy.
      2. Nie mieszkam w zadnym New Jersey.
      We spisie ponizej napisalam moje imie. Tu chyba raczej nie chodzi o mnie, ale o Daisy. Wczoraj zamiescilam kolejny wpis na poprzednim blogu- takie podsumowanie moich mysli po zebraniu wszystkich informacji, na ktore natrafilam w necie.

      6 Czerwiec 2014 o 8:41

      • SC

        Proszę Cię o odpowiedź: napisz proszę co uważałabyś za stosowne w mojej sytuacji?
        Jaki kontakt wc. nagłośnienia sprawy uważałabyś za najbardziej potrzebny?
        Mam na myśli wyłącznie instytucję a nie kontakt z osobami prywatnymi.
        Uważaj ponadto na przeszkody zewnętrzne – oto jedna z nich: w kontaktach jestem zdecydowanie malkontentem. Np. poczułem się nieswojo i tak oceniam treść punktu nr 2, następne zdanie wygląda na niezłą szkaradę. Dlaczego masz tyle nerwów? SC

        8 Czerwiec 2014 o 20:51

  2. SC

    Polecam dalszy ciąg opowieści książańskich opisany tytułem:
    Zapach perfum księżnej Daisy w zamku Książ już nie istnieje
    – jest to trzeci, kolejny artykuł po dwóch opublikowanych wcześniej:
    1.Skarb i klejnot Dolnego Śląska,
    2.Daisy, przekwitłe rododendrony i wolne elektrony.
    Wszystkie razem wziąwszy stanowią beletrystyczną całość i dlatego moje serce zakwita od tej chwili niepohamowaną radością. SC

    15 Luty 2012 o 17:08

    • D

      Wybacz jezeli Cie urazilam, bo wcale nie mialam takiego zamiaru. Coz… moze i naleze do nerwowych osob, ale chyba wiekszosc z nas ma podobny problem. Moje komentarze na Twoim blogu nie maja na celu nikogo obrazac, tylko wyrazaja moje odczucia co do krazacych w sieci legend czy to „prawdziwych, ale nie potwierdzonych informacji”. Prosze przeczytaj moja oststnia opinie dodana do poprzedniego bloga, a wtedy sie przekonasz jakie instytucje mialal na mysli. Wiem, ze sprawa nie jest prosta, ale chyba warta aby doprowadzic ja do konca.

      11 Czerwiec 2014 o 9:13

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s