Photographer

Words of my mind

Innespace

Reklamy

Rudeness in the salons

How in polish conditions looks cooperation between organizers exclusive event and journalists (who must show that event as gorgeous salon party). It was look like this:

And below I want to show room for press with water and nothing else. Sometimes I can’t understand why the differences are so big…


But the worst thing was this feeling, that we (photographers most of all) were like insects running between aristocratic legs…


Hardcourt Bike Polo, byłem zachwycony…

Pewnej nocy w Warszawie, kiedy to dość dziwna przygoda komunikacyjna mnie się przydarzyła, będąc na spacerze wokół Pałacu Kultury dostrzegłem grę w Polo… na rowerach! Przyznam, że nigdy wcześniej nie słyszałem nawet o czymś takim i naprawdę byłem pod solidnym wrażeniem. Wielki szacun! No i pora gry w Hardcourt Bike Polo – pierwsza w nocy!


SKARB I KLEJNOT DOLNEGO ŚLĄSKA KSIĘŻNA DAISY VON PLESS

Tajemnice Zamku Książ, niczym bumerang wracają ku mej osobie. Już po raz drugi pozwalam sobie na zamieszczenie tekstu, który nie był pisany moim piórem. Niemniej jednak wszystko to, co tyczy się zamku i jego tajemnic, interesuje mnie nader mocno, więc z ogromną przyjemnością zamieszczam poniższe słowa…
Mam już sporo lat a jednak wiele z nich (naturalnie z przerwami) poświęciłem myślom o księżnej Marii Teresie Olivii Cornwallis – West von Pless zu Furstenstein von Hochberg (28.VI.1873 Ruthin – 29.VI.1943 Waldenburg/Wałbrzych) zwanej Daisy.
Była angielską arystokratką a w wieku 18 lat poślubiła w Londynie z błogosławieństwem królowej Wiktorii w dniu 8.XII.1891r. niemieckiego magnata finansowego księcia Hansa Heinricha XV von Hochberga (23.IV.1861r. Pszczyna – 31.I.1938r. hotel Ritz, Paryż).
Była wybitną osobistością tamtych lat na przełomie wieków XIX i XX a jej życie otacza do dziś legenda posiadania wielkiego bogactwa, anturażu subtelnych przyjemności słodkiego i niczym nie zakłóconego życia, luksusów fin de sicle‘u oraz osobistego czaru i wspaniałej urody. Te przymioty splatają się w jedną całość dla tych, którzy znają tło towarzyszące jej życiu – pałac w Pszczynie i zamek w Książu…i nie tylko ponieważ smak piwa tyskiego jest również książęcy bowiem ten browar był własnością rodziny von Pless – a Pless to właśnie ówczesna nazwa Pszczyny… Jej mąż był dziedzicem takich fortun jak m.inn. lasy i kopalnie węgla a później sprzedanego za bezcen sławnego Grand Hotelu w Szczawnie-Zdroju (Bad Salzbrunn,1910r.), który był pierwowzorem Grand Hotelu w Sopocie co było przyczyną ówczesnego skandalu i pomówienia o plagiat w który zamieszany został szacowny profesor a później rektor Politechniki Gdańskiej zacny i zasłużony wielce dla Gdańska i Sopotu prof. Otto Kloeppel.
Do zamku Książ Daisy przyjechała po raz pierwszy z mężem w dniu 5.VII.1892r. Dała się poznać jako osoba potrafiąca pochylić się z troską nad ludźmi, których dotknął zły los i okazywała im bezmiar pomocy. Życie Daisy urzekło wielu ludzi zamieszkałych obecnie w malowniczych okolicach Dolnego Śląska i w takich miastach jak Wałbrzych, Świdnica oraz książęce: Szczawno – Zdrój i Świebodzice i inn. Daisy o, której wiadomo po dziś, że należała do najświetniejszego towarzystwa tamtych lat posiadała także i inny ciekawy rys charakteru – potrafiła przez wiele lat darzyć stałą, serdeczną sympatią tych z którymi przestawała a byli to nawet władcy państw z którymi utrzymywała przyjazne związki towarzyskie. Jej życie było tak błyskotliwe jak brylantowy połysk klejnotów, którymi otaczano ją za życia a za taki sposób bycia uwielbiała ją socjeta najprzedniejszej marki oraz najbliżsi przyjaciele głów koronowanych. W 1916r. wymieniana była jako kandydatka na królową Polski….
Kres jej szczęściu osobistemu położył kryzys małżeński, który stał się przyczyną ustawicznego narastania kłopotów osobistych i finansowych oraz trudności w małżeństwie z mężem oraz późniejszy rozwód orzeczony 25.X.1922r. w Berlinie. Zmienił się wtedy jej dotychczasowy status i chociaż wprawdzie nadal była księżną ale nie posiadała już większych dochodów a jedynie apanaże przekazywane przez ex-męża. Nową wybranką starego księcia stała się jak to w bajkach bywa prześliczna i młoda arystokratka hiszpańska Clotilda Gonzales y Candamo od której książę był starszy o 37 lat! Ta dama była w wieku synów dotychczasowej pary książęcej co przyniosło brzemienny romans z pasierbem Bolkiem… Były mąż okazał się człowiekiem przyzwoitym i sukcesywnie przekazywał Daisy apanaże, które stanowiły odtąd jedyną podstawę jej życiowej egzystencji. Próbowała odzyskać spokój w Monachium gdzie zamieszkała przez jakiś czas w okazałej rezydencji przy Ismaninger Str.95 a później wynik uzgodnień z rodziną von Hochberg wskazał jako jej miejsce w zamek Książ (Furnstenstein) gdzie zamieszkała od kwietnia 1935r. w południowej oficynie budynku bramnego. Zbliżała się II wojna światowa a zamek w Książu popadł już wcześniej w stan niewypłacalności na skutek przeinwestowania rozbudowy zamku, rozdętą liczebność służby książęcej i niemałe koszty jego utrzymania. To jeszcze nie były główne przyczyny upadku rodowej siedziby książęcej ale apetyty generalicji Hitlera były oczywiste gdyż zamek miał stać się rezydencją elity hitlerowskiej. Wiosną 1941r. zmuszono Daisy do przeprowadzki a wyposażenie zamku pozostało nietknięte i stąd wyruszyła w swą ostatnią życiową drogę do nieruchomości pałacowych Czettritzów przy ul.Zamkowej 43 (Friedlander Str.) w Wałbrzychu. Tam zmarła nazajutrz po 70 – tych urodzinach w dniu 29.VI.1943r.

MUSIAŁEM ODNALEŹĆ KSIĘŻNĄ DAISY
Zastanawiam się dlaczego księżna potrafiła tak bardzo zaabsorbować mnie dotychczas i to od wielu lat…W dniu 1.IX.2010r. kiedy podjąłem postanowienie odszukania mogiły Daisy czułem się tak jak uczestnik akcji powieści Edgara Allana Poe i teraz już wiem, że chyba byłem wybraną przez nią osobą do spełnienia sekretnej misji odnalezienia miejsca jej tymczasowego pochówku – na jej życzenie. Dlaczego tę rolę Daisy powierzyła właśnie mnie? Może dlatego, że w kilka lat po opuszczeniu Książa przez księżną moja rodzina zamieszkała w pobliżu jej ostatniej siedziby na terenie zamku? Wydaje mi się, że ona wiedziała o mojej wieloletniej fascynacji jej osobą mimo, że Ona nie żyje już od 67 lat. Ja jestem również od dawna także entuzjastą zamku i plenerów jego otoczenia. Przed tegorocznym wyjazdem z Gdańska wielu znajomym zapowiedziałem odnalezienie miejsca pochówku księżnej.
To dziwne gdy zważy się, że wszyscy spośród dotychczasowych poszukiwaczy, którzy zamieszkują w tych okolicach strawili bezowocnie ponad 60 lat na eksploracji i chęci odszukania grobu Daisy! Tak się składa, że jestem geologiem i potrafię dokonywać rozmaitych obserwacji w terenie, obserwacji niedostępnych dla zwykłych laików a ponadto odkryłem w sobie od kilku lat zdolności wizjonerskie polegające na umiejętności wzbudzania rewersyjnych emanacji astralnych (moja własna metoda sprawdzona w praktyce zawodowej). Dzięki temu już wcześniej mogłem szukać w ziemi wszystkiego co kiedyś miało związek z życiem. Tak postępowałem w Goryniu k.Kisielic gdzie przed kilkoma laty dokonano straszliwej zbrodni i ukryto poćwiartowane zwłoki 2 mężczyzn. Podobnie postąpiłem w br. wskazując miejsca pochówku więźniów podobozu KL Stutthof w Gdańsku – Kokoszkach. Udało mi się dzięki ww metodzie zlokalizować miejsce zatonięcia statku Wilhelm Gustloff o, którym dowiedziałem się, że w jego lukach złożono ocalone przed pożarem skrzynie z pewnym niezwykle cennym ładunkiem…

ZDARZENIA, POSTANOWIENIE I INTUICJA
Ale pora wrócić do pamiętnego dnia kiedy rano 1.IX.2010r. wyjechałem ze Szczawna – Zdroju autobusem nr 18 i po pewnej chwili musiałem wysiąść z niego mimo iż jadąc jeszcze dalej tak jak zamierzałem miałem przesiąść się do autobusu nr 8. Lecz moja głowa wcześniej niż się tego spodziewałem niespodziewanie przekazała rozkaz moim nogom… i wysiadłem wcześniej czego nawet żałowałem po chwili gdy ten autobus już ruszył z przystanku. Chwilę tę pamiętam jako silny wewnętrzny nakaz aby dojść do pobliskiego cmentarza obok kościoła św.Anny w Szczawienku (Nieder Salzbrunn).
Tym razem odkryłem, że kolejnym miejscem pochówku Daisy był grób pewnej rodziny na miejscowym cmentarzu, która znała księżną za życia i była zobligowana więzami wieloletniej przyjaźni do tymczasowego ukrycia jej szczątków. Tego zdarzenia, które miało miejsce w przeszłości jestem całkowicie pewien. W pobliżu kościoła odnalazłem grób weterana wielu bitew napoleońskich gen.Benedykta Józefa Łączyńskiego (1779 – 9.VIII.1820r.) brata sławnej miłości Napoleona – Marii Walewskiej (7.XII.1786 Brodne k.Łowicza -11.XII.1817r. Paryż), który zmarł podczas kuracji w Bad Salzbrunn. Wziął udział w Insurekcji Kościuszkowskiej, przeszedł szlak Legionów Polskich we Włoszech, 1806r. – zorganizował batalion piechoty w Łowiczu. W 1807r. odznaczony orderem francuskiej Legii Honorowej. Brał udział w bitwach: 1809r. – pod Raszynem (odznaczony orderem Virtuti Militari). Z odwrotu z Rosji w strasznych warunkach polowych w 1812r. wrócił z odmrożonymi kończynami i schorowanym podbrzuszem, cierpiał na artretyzm i kamicę nerkową. Jednak nie porzucił walk z wrogami ojczyzny i wziął udział w bitwach 1813r.m.inn. – pod Lutzen, La Fere Champenoise 1814r. gdzie został ranny i dostał się do niewoli pruskiej z której został zwolniony na skutek interwencji… cara Aleksandra I.
Generał w służbie dla Rzeczypospolitej a później dla Księstwa Warszawskiego oddał najlepsze lata a zdrowie poświęcil ojczyźnie. Żył tylko 41 lat a jego życie pozostaje nadal piękną lekcją patriotyzmu. Ciekawostką jest fakt, że w okresie wczesnej młodości nasz bohater wraz z bratem i siostrą Marią w okresie 1795-1801r. edukowany był przez guwernera, którym był ojciec Fryderyka Chopina – Mikołaj. Godzi się wspomnieć, że Maria w wieku 18 lat została zmuszona do małżeństwa w I.1805r. ze starszym od siebie o… 56 lat szambelanem królewskim Anastazym(Atanazym) Colonna – Walewskim z Walewic m.inn. w wyniku usilnych namów ze strony matki i starszego brata Benedykta Józefa. Małżeństwo to przetrwało jedynie 7lat. Po powrocie Walewskich z podróży poślubnej do Włoch urodził się syn – Antoni Bazyli (13.VI.1805). Nie dziwi mnie z tych względów podjęcie przez Marię romansu z Napoleonem Bonaparte, którego poznała na balu w zamku warszawskim w styczniu 1807r. Znajomość owa była także oczekiwaniem przez patriotów Polaków na cud wskrzeszenia przez Napoleona niepodległości Rzeczpospolitej za sprawą jego zauroczenia Marią…Wszak Napoleon Bonaparte na mocy traktatów w Tylży (5 i 7.VII.1807) doprowadził do powstania Księstwa Warszawskiego. W 1809r. zaprosił Marię do pobytu w pałacu Schonbrunn w Wiedniu… Owocem romansu był syn Aleksander Florian Józef ur. w 4.V.1810r. obdarowany dwa lata później nadaniem przez ojca zyskownej nieruchomości ziemskiej i tytułem hrabiego. Wówczas to Maria otrzymała w prezencie od cesarza pałacyk w Paryżu. Z tym synkiem i z drugim bratem Teodorem spotkała się z Napoleonem na Elbie składając mu 3-dniową wizytę we wrześniu 1814r. gdy miała 28 lat kiedy to wcześniej cesarz abdykował. W 1815r. niedawni kochankowie spotkali się za rok ponownie w Paryżu w okresie „100 dni” po ucieczce cesarza z Elby lecz jeszcze przed jego deportacją na wyspę św.Heleny w 1815r. i to był kres zażyłości obojga. W dniu 7.IX.1816r.poślubiła w Brukseli hrabiego d*Ornano – marszałka Francji i kuzyna Napoleona z którym jako tytularna hrabina przeżyła w Liege zaledwie 1 rok i 4 m-ce! Maria będąca w pełni rozkwitu wspaniałej urody mając zaledwie 31 lat powiła trzeciego syna Rudolfa-Augusta (9.VI.1817) i wkrótce niespodziewanie zgasła 11.XII.1817r. (podobnie jak jej brat na skutek ataku kamicy nerkowej). Serce jej pozostało na cmentarzu Per Lachaise w Paryżu w grobowcu męża a trumnę z jej zwłokami zawieziono do kościoła parafialnego w Kiernozi gdzie spoczywa do czasów obecnych.
Po przypomnieniu tej niebanalnej historii obojga rodzeństwa ponownie otrzymałem wiadome dla siebie wezwanie i udałem się samochodem przybyłych znajomych do całkowicie innego pleneru.
Najpierw chciałem pojechać do niedalekich Świebodzic gdzie istnieje niewielka i spolonizowana już nekropolia przy ul.Wałbrzyskiej, póżniej do parku w Książu dalej do dzikiego pleneru otaczającego jeziorko Daisy i następnie do palmiarni w Lubiechowie a na koniec do nieruchomości willowej w Wałbrzychu przy ul. Moniuszki 43. Pod szczególną uwagę wziąłem także ciekawy rejon ulubionej samotni księżnej zwany Ma Fantaisie. Ta kolejność o, ile pamiętam była inna od podanej w tekście ale dodam jedynie, że w jednym z ww miejsc odczułem magiczną siłę przyciągania mnie aż do miejsca lokalizacji pochówku Daisy. Czytelnik wybaczy mi sekretność prawdziwego opisu i staranne zatarcie prawdziwości zdarzenia co było skutkiem silnego przeżywania emocji… Dodatkowe informacje zdarzeń zawierają notatki mailowe w formie przypisów m.inn. [Willa księżnej Daisy von Pless], [Pomnik dla Daisy ].
Wiem także i to, że później do tego miejsca doprowadziły mnie same nogi…i głowa, która otrzymywała silne impulsy wzbudzonych emanacji astralnych. Te impulsy jak pamiętam zawierały potwierdzenie mego przypuszczenia, że to ja miałem być tą osobą, mającą odszukać miejsce pochówku Daisy… na Jej życzenie.
Tego też jestem pewien tak jak i tego, że nadal pragnę żyć w pełni zdrowia, długo i szczęśliwie! A to dlatego chociażby, że pragnę także udostępnić kolejne niezmiernie ważne informacje dotyczące zamku i jego okolicy, które kwalifikuję jako bardzo ważne odkrycia mogące wzbogacić wiedzę i emocje niekoniecznie tylko odkrywców zniecierpliwionych bezowocnymi, wieloletnimi poszukiwaniami i wielością domniemań……

CO MA BYĆ DALEJ? KONKRETY I ROZTERKI
Obecnie przewodni problem o, którym tu piszę polega na tym, że w niedalekiej przyszłości musi mieć miejsce poufna narada z udziałem Zainteresowanych Stron dla omówienia i ustalenia licznych szczegółów dot. sprawienia godnej ceremonii pogrzebu Daisy. Zasłużyła całym swoim życiem na to aby spocząć ostatecznie w najgodniejszym miejscu zamku Książ.
Moja wiedza co do wiarygodnej trafności tymczasowego miejsca pochówku jest całkowicie stuprocentowa! Skąd to wiem i dlaczego jestem całkowicie pewien tego, że odszukałem mogiłę Daisy? Dlatego ponieważ miejsce jej spoczynku było subtelnie oznakowane sekretnie dwukolorowymi plastikowymi wstążkami…, których nikt wcześniej nie zauważył i dlatego mam tę pewność…
Tego nie uczynił także nikt obcy ani nikt nie wiedzący…to miejsce powinien potwierdzić zaufany wiedzący…
Oceniam, że wskazanie tego miejsca już teraz osobom postronnym byłoby błędem i stanowiłoby groźbę upublicznienia i ew. możliwość zbeszczeszczenia prochów księżnej w poszukiwaniu legendarnych pereł – pamiątki z podróży poślubnej spędzonej nad Morzem Czerwonym.
Tego nie wolno mi uczynić i tej wiedzy nie mogę odsłonić!
Z drugiej strony kto może przewidzieć jaki rezultat przyniesie sugerowana narada o, której piszę wyżej? Myślę, że najlepiej byłoby zatwierdzić projekt pomnika i zlecić jego wykonanie, określić wizję jego otoczenia, wykonać potrzebne badania archeologiczne podłoża wskazanego miejsca nowego pochówku i przygotować szczególnie podniosłą oprawę ceremonii pogrzebu. Kto to ma zrobić? Na tej naradzie nie będę jeszcze nikomu potrzebny.

PROPOZYCJA ORGANIZACJI I OPRAWY CEREMONII POGRZEBU KSIĘŻNEJ DAISY
W celebrze pogrzebu należy przewidzieć udział
– Rodziny i Jej Znajomych,
– służby dyplomatyczne Niemiec i Anglii,
– zarząd administratora zamku,
– władz kościoła ewangelickiego,
– władze samorządowe miast: Wałbrzycha, Szczawna-Zdroju, Świdnicy, Świebodzic i Pszczyny,
– władze samorządowe powiatów wałbrzyskiego i świdnickiego, województwa dolnośląskiego.
To powinna być okazała uroczystość ale bez składania wieńców właśnie na Tarasie Różanym zamku. Prochy księżnej powinny być przeniesione z miejsca pochówku dopiero w dniu pogrzebu.
Ceremonia musiałaby być poprzedzona ekshumacją w miejscu istn. pochówku i rozpoznaniem w miejscu sugerowanego miejsca pogrzebu księżnej a szczegóły obejmujące dopracowanie szczegółów ekshumacji muszą być ustalone bardzo precyzyjnie. Tego dnia powinienem być potrzebny.
Nie jestem magiem ani osobą nawiedzoną duchem księżnej ale wiem, że podałem tu osobiste życzenia księżnej Daisy. Ona by tak chciała – to jest jej życzenie, tego jestem pewien.
Jeszcze jedno ten oficjalny pogrzeb mógłby odbyć się najwcześniej w dniu 6.IX.2011r. (niestety, już niemożliwe!) ponieważ numerologia tego dnia mogłaby ujawnić siłę i wielką energię związku uczestników pogrzebu z księżną i umacnić legendę jej życia, która w ten sposób przetrwa jeszcze b.długo w następnych pokoleniach.

SKOJARZENIA HISTORYCZNE
Przypominając sobie rozmaite wątki życia księżnej Daisy widzę podobieństwo z kolejami życia innej sławnej piękności (Glavani – comtessy Zofii de Witt) secundo voto Potockiej (1760 – 1822, Berlin), która brylowała towarzysko w najznakomitszych salonach europejskich lecz zakończyła swoje książęce życie podobnie jak Daisy – także w samotności będąc osobą nieuleczalnie chorą. W salonach europejskich wiedziano o niej, że była nazywana La Belle Phanariotte.
Daisy miała Pszczynę i Książ a Zofia de Witt – Zofiówkę i Tulczyn, ogromne bogactwo i majątki ziemskie na dalekiej Ukrainie oraz bezkresne włości St. Szczęsnego Potockiego i liczne, znaczące koneksje …ale to całkowicie osobny rozdział tak interesującej wielkiej historii z udziałem m.inn. Karola Boscampa-Lasopolskiego, który zwał ją Dudu, późniejszego króla Francji Ludwika XVIII z dynastii Bourbonów, który został następcą pokonanego Napoleona, także jego brata hrabiego Artois, króla St.Augusta Poniatowskiego, genialnego księcia książąt Grigorija Potiomkina, St.Szczęsnego Potockiego i Nikołaja Nowosilcowa…,który tępił Filomatów i Filaretów.
Dziwnym trafem okazało się po latach, że Potoccy z Łańcuta dyskretnie rywalizowali później z von Hochbergami posiadanym bogactwem gdy obie arystokratyczne rodziny spotykały się ze sobą w celach towarzyskich. Z tych spotkań i przyjęć nie zaiskrzyły jednak żadne skojarzone mariaże ich potomstwa.

DLACZEGO POMNIK KSIĘŻNEJ DAISY TAK WAŻNY DLA KSIĄŻA?
Dodatkowym wrażeniem dla przyjezdnych zwiedzających zamek i otaczający go park jest odczucie jakby bezpańskich przestrzeni opierających się siłom przyrody oraz jej piękna a ponadto wielkość i kształt bryły zamku oraz brak dominanty wizualnej, która mogłaby jednoznacznie podsunąć refleksję komu miał umilać życie wielkopański majestat tej posiadłości?
Dla kogo istniał ten majątek ziemski i dlaczego jest tu tak niewytłumaczalnie pusto i głucho wśród wspaniałego pleneru wiekowych buków i dębów, lip i rododendronów? To uczucie kontemplacji i takiego zamyślenia towarzyszyło mi zawsze gdy tu bywałem i nigdy nie mogłem przyjąć żadnego materialnie logicznego punktu odniesienia, który mógłby być jednym z głównych podmiotów na terenie rezydencji zamku Książ. Na wawelskim wzgórzu w Krakowie podmiotami są: zamek z kwitnącym renesansem, katedra i kaplice oraz królewskie i prezydenckie groby a także srebrny sarkofag ze szczątkami św. Stanisława. W Książu takim zachwycającym podmiotem mogą być poza bryłą zamku jedynie jego tarasy i niezwykle bujna wspaniałość drzew i rododendronów na terenie parku oraz kanion rz.Pełcznicy.
Lecz właśnie takim potrzebnym akcentem dla wszystkich byłby właśnie kunsztowny pomnik ostatniej właścicielki czyli właśnie księżnej Daisy, która w tym zamku mieszkała. Powinien on upamiętnić Jej osobę dla potomnych i dla wszystkich, którzy przyjadą do Książa. Pamięć o szlachetnej księżnej Daisy, Jej pomnik i bryła zamku oraz otoczenie Książa to wszystko mogłoby jawnie stanowić mentalną całość. Brak jednego z tych podmiotów da się porównać z przykrym widokiem braku przedniego zęba u osoby o ciekawej powierzchowności i nawet o niebanalnej aparycji lecz o dziwnie zaniedbanym, niesympatycznym wyglądzie. Z takimi osobnikami raczej trudno zabiegać o trwałość uczuć i o spokojny sposób prowadzenia rozmowy bez owego osobliwego i uporczywego wpatrywania się w to puste miejsce jamy ustnej rozmówcy gdzie przecież wcześniej tkwił ten utracony ząb.…
Bez tego pomnika Książ bez względu na rosnący stopień zaawansowania renowacji komnat zamku przypominać będzie tak dziwne i ułomne obrazy jak: arcydzieło malarskie pozbawione ram, księgę bez okładki i strony tytułowej albo paszport bez fotografii, etc.
Pomnik księżnej Daisy potrzebny jest wreszcie Książowi tak jak za każdym razem wielka litera pisana na początku zdania i kropka na jego końcu i o tym w ogóle nie potrzeba dywagować…
Ja, tego nie musiałem aż tak dobitnie udowadniać posiłkując się podanymi stereotypami do których przywykliśmy obyczajowo, osiągając normalny poziom rozwoju wiedzy pod względem cywilizacyjnym. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na znaczenie pomnika Daisy dla zamku Książ i dla wszystkich, którzy przyjadą i znajdą tu miejsce gdzie dokona się jak sądzę epilog ostatniego etapu sumującego życie wspaniałej księżnej zasługującej na upamiętnienie w królewskim formacie otoczenia.
Wiem też, że po złożeniu doczesnych szczątków Daisy do czeluści krypty pod pomnikiem, większość zwiedzających będzie chciała chociażby dotknąć dłonią tego pomnika w dowolnym miejscu jakby na dowód uznania faktu, że księżna nadal jest dla nich osobą ważną i podziwianą…
Myślę też tak jak już wskazałem wcześniej na związki mentalne z osobą księżnej Daisy, że dlatego jestem tym, który właśnie dlatego jako pierwszy odnalazł miejsce Jej pochówku co nasuwa dalsze myśli. Jestem jak mi się wydaje prawdopodobnie wybrany przez księżną do formułowania Jej życzeń w podanym kształcie a Ona może nawet traktuje mnie tak jak Swoje prywatne medium.
Była wspaniałą postacią historyczną i wytworem czasów pogranicza XIX/XX wieku, wreszcie była osobą uwielbianą przez ludzi, którzy Ją poznali albo takich jak ja – którzy nadal chcą poznawać Jej życiorys. Dla mnie stała się osobą bliską i taką, która zawsze będzie w stanie wyzwalać moje najczulsze doznania i emocje wspomnień. Była wszak Stokrotką, którą podziwiały towarzystwa z najwspanialszych salonów więc dlaczego nie miałaby zaznać należnego Jej splendoru po śmierci? Oceniam, że dalsze ukrywanie miejsca pochówku Daisy obecnie ma jeszcze głęboki sens do dnia pogrzebu ale Ona zasługuje na ostateczny powrót do Książa i tu będzie oczekiwać na wszelkie oznaki miłości, hołdów i sympatii osób zafascynowanych urodą Jej życia tak jak ktoś ważny i bliski dla tych wszystkich podziwiających Ją.
Dalsze pozostawienie Daisy w miejscu, którego obecna forma wskazuje na zaplanowaną tymczasowość zaprzecza już wszelkim humanitarnym zasadom i możliwościom okazywania należnej Jej czci a także przekreśla możliwość powszechnego poszanowania prawie bylejakiego miejsca Jej aktualnego spoczynku. Miejsce to jest najzwyklejsze i pozbawione jakichkolwiek oznak kogo i co skrywa tamtejsza ziemia…
Księżna całym Swoim niezwykłym życiem zasłużyła na to aby wreszcie spocząć w miejscu pięknym, szacownym i dostępnym dla wszystkich zainteresowanych. Takim miejscem jest właśnie sugerowana przeze mnie lokalizacja Jej pomnika w centralnym miejscu na rozsłonecznionym Tarasie Różanym zamku Książ.
Przecież nadal jest postrzegana we wszystkich wspomnieniach jako piękna i dobra kobieta…
Nasze myśli i konieczne uczynki dla zmarłej księżnej Daisy mają teraz dorównać sensowi słów tego aforyzmu, bo ona potrzebuje właśnie takiej adoracji …

„Piękna kobieta podoba się oczom, dobra kobieta – sercu, Pierwsza jest klejnotem, druga skarbem” Napoleon Bonaparte

S.C., Gdańsk, dnia 10.X.2010r.

Uwagi i życzenia autora: – proszę jedynie o postępowanie zgodne z Ustawą o ochronie danych osobowych autora.


„Księżna Daisy, przekwitłe rododendrony i wolne elektrony”

Ten wpis będzie dość odmienny od mojej fotoblogii stosowanej. Jakiś czas temu dostałem maila z prośbą o zamieszczenie pewnego tekstu, który po przeczytaniu nie mógł pozostać w schowku mojej skrzynki. Autor tekstu poprosił o anonimowość a sam tekst (który moim zdaniem jest niezwykle interesujący) opatrzyłem fotografiami mojego autorstwa. Miłej lektury.

Oto ów tekst:

„Księżna Daisy, przekwitłe rododendrony i wolne elektrony

Właśnie dzisiaj 1.IX.2010r.od rana mam pewność, że otrzymałem mocne wezwanie aby koniecznie tu przybyć. I, oto przyjechałem do Książa. Ten malowniczy zakątek, który podziwiam niezmiennie od lat wzbogaca moją wyobraźnię. Przepych jego widoku uszlachetnia i wzbogaca moje czlowieczeństwo. To plener moich najwcześniejszych dziecięcych marzeń. Tu jest mi najlepiej. Tu jest najciekawiej. Dla mnie tu jest najpiękniej. Dla mnie to najwspanialsza ziemia obiecana. Ta okolica jest dla mnie skarbem. Tak właśnie, otoczenie Lubiechowa wzdłuż toru PKP i jednostronnego lasu oraz rozsiadłych tam wzgórz. Kocham jeziorko Daisy i barokowe pałace Czettritzów a zwłaszcza willę Pohla w Wałbrzychu, na Zamkowej. Także fascynujące bajecznym pięknem krajobrazy obok zamku Książ. Widok oceanu zieloności. Na rynku Świebodzic, gdzie za każdym razem mojej bytności wyzwala się we mnie poczucie mojej głębokiej radości i wtedy gdy siedzę na ławce wydaje mi się, że jestem prezydentem tego miasta. Kocham lesistość krajobrazu i historię. A ja akurat – nie cierpię morza w pobliżu którego mieszkam, bo jak mawiał pewien poeta – morze zatapia sny. Morze układa ludzkie życie w monotonność.

Ach, co za nastrój ogarnął mnie – rozmarzam się i zanurzam tkliwie w swoim dobrze mi znanym od lat świecie zewnętrznym…Głucho tu teraz w Ma Fantaisie, jakoś poważnie. Słyszę odgłos wody przepływającej w pobliskim strumieniu ale mnie radością ten szmer nie napawa. Jedynie plener KL Furstenstein pozostaje dziwnie pusty i głuchy jest tu ponuro i nawet śpiewu ptaków tam nie słychać od tamtych czasów aż dopotąd. Łączą się tu losy wielkiej historii i wielka historia bytu mojej rodziny ongiś zamieszkałej w tych stronach.
To co widzę teraz wprawia mnie w zadowolenie takie jak najpierw dwa lata a wcześniej cztery lata temu gdy tu rozważałem o różnych sprawach bliższych i dalszych mojej pamięci zapisanej w sercu. Powtarzam – teraz będąc właśnie tu w tej chwili jestem całkowicie zadowolony. Dookoła mnie wszystko pachnie. Odczuwam wonność powietrza i ten szczególny aromat zawieszony w nim znany mi od lat dzieciństwa czyli dla mnie od zawsze. To zadowolenie ogarnęło mnie leniwym ciepłem wełnianego swetra w chłodny poranek u schyłku lata a ja wiem, że dzisiaj wydarzy się coś wielkiego na co czekam już od dawna. Wiem – to będzie spełnienie marzenia. Dlatego z tym przeczuciem przybyłem tu z daleka z tęsknotą w sercu aby poznać to co niepoznawalne dla innych. Tego dnia byłem napełniony wszelką wszystko ogarniającą zaborczą energią i pewnością, że mój zamiar uda mi się bezbłędnie spełnić. Tak, miałem tę dosłowną pewność. Ta pewność rozsadzała mnie zadowoleniem bez umiaru. Tego chłodnego dnia cieszy mnie także wyrazisty błękit nieboskłonu. Otoczył mnie wspaniały pejzaż z dominantami wież starego zamku gdzie na jego dachach i wieżach spatynowały się dzieje wielu lat w kolorze ciemnozielonym. Kanion niewielkiej rzeczki formował się tu przez miliony lat a jego erozja doprowadziła do bajecznego urozmaicenia otoczenia. Patrząc na potężne drzewa wiedziałem, że tuż obok  mieszka wielka moc i energia. Ta energia wspomaga mnie już od tylu lat zawsze kiedy tu bywam. Nigdzie nie widziałem tak pięknej połaci leśnej z tak gigantycznym drzewostanem. Majestatu piękna i potęgi tego parku nie zastąpi mi żadna puszcza nawet z większą ilością drzew a tu w Książu napawam się zawsze niepowtarzalnym pięknem przede wszystkim wielkich drzew i rododendronów. One same w sobie są żywym majestatem przyrody radosnej dla oczu każdego przyjezdnego w te strony. Wobec tych drzew odczuwam swoją małość jako człowiek bo, one tu rosną wszak może sto pięćdziesiąt a może dwieście pięćdziesiąt lat i zdołały oprzeć się dotąd wszelkim wichrom. Były i są silne. Każdy z nas miał swoje prywatne wichry życiowe, więc to jedna takie osoby jak moja – z innymi, z tymi, które uporały się w ogóle z jakimiś znaczącymi zawieruchami życiowymi, oparliśmy się im i zahartowaliśmy się w przeciwnościach losu i wyszliśmy z nich jako mocniejsi.

Szpaler starych lip wiedzie mnie teraz ku zamkowi drogą jak z obrazka. Tu zagadnienie perspektywy trwało namacalnie i już od dawna było bezbłędnie rozwiązane przez siły natury z matematyczną dokładnością. Konary lip gdzieniegdzie były wzmocnione obejmami i prętami z żelaza i one pozwoliły przetrwać tym okazom do naszych czasów. Zawsze porównywałem ten starodrzew alei lipowej do widoku wysokich drzew z obrazów Norblina i do wspaniałych ówczesnych czasów gdy tworzył pejzaże sielskich zieloności zaprawionych sentymentalnym smutkiem przemijania. Tak tu stoi nad głową mą i twoją czytelniku historia a chcialoby się wiedzieć kto tędy przejeżdżał karetą a kto i kiedy cwałował na oklep w stronę zamku? Czy tędy może posuwał się stępa w stronę Wrocławia pułk Złotych Huzarów Księstwa Warszawskiego pod dowództwem płk Jana Umińskiego? Ten pułk jako pierwszy spośród wojsk koalicji dotarł do Moskwy 12 września 1812r. i stanowił czoło awangardy wojsk napoleońskich. Teraz odczuwam egoistyczne i rozkoszne uczucie przewagi nad tymi którzy tu chadzają i rozmawiają o wielu najzwyklejszych, przyziemnych sprawach naraz. Takich osobników jest najwięcej, jest ich przeważające multum. Nie wyliczę żałosnych na ogół problemów jakie te indywidua poruszają w rozmowach i które są udziałem tej rozgadanej niestety większości, dlatego przytaczanie ich tematów byłoby stratą czasu. Byłoby to zabijanie czasu na niekorzyść myślącego człowieka czyli homo sapiens. Zabić czyli stracić czas, o właśnie to mam na myśli gdy podsumowuję czczość tematów tych rozmów w tym miejscu i w tych okolicznościach.

Jak już wyraziłem to wcześniej podmiotem Książa jest wielka historia i ludzie, którzy tu bywali i bytowali. Ostatnią właścicielką tych przestrzeni po których teraz hula wiatr była księżna Daisy von Pless. Moja wyobraźnia podpowiadała mi bezbłędnie, że tego poranka to właśnie ona przypatruje się moim krokom, nadaje sens mojej wędrówce i czeka na mnie. Odgłos moich śpiesznych kroków nie zakłócał oczywistego dla mnie wrażenia, że ona idzie obok mnie…odczuwałem obecność księżnej idącej obok…moimi emocjami kierowała także księżna… Wśród otoczenia wiekowego drzewostanu nie wypadało mi biec na spotkanie do tego osobliwego miejsca do którego wzywała mnie teraz Daisy. Plecy mi zwilgotniały z emocji a uwagę miałem zwielokrotnioną i nasłuchiwałem objaśnień w którą stronę mam skierować kroki. Mimo, że droga była trochę męcząca wiedziałem, że oto idę w nieomylnym kierunku a o tym upewniał mnie także głośny rytm bicia mego serca. Ono uprzedzało mnie, że wkrótce tam będę w pobliżu tego poszukiwanego od lat miejsca gdzie już kiedyś byłem przed wieloma laty i gdzie znowu mam pojawić się za chwilę. Teraz, za chwilę nadejdzie chwila spełnienia marzeń i o tym też miałem najgłębsze przeczucie. Na zewnątrz istnial świat niczym nie poruszony i trwający w oczekiwaniu, że oto ja jestem tym którego Daisy przywołała do siebie. Nie odczuwałem żadnej trwogi ani strachu w tych parkowych ostępach. Żaden hałas, żaden poryw wiatru ani grzmot nie miał prawa dzisiaj w dniu 1.IX.2010r. tu zagościć, bo przeszedłem tym szlakiem aby spełnić cel wyższy i poznać tajemnicę. Zbliżałem się. Wiedziałem o tym. Miałem przypływ gorącości i czułem dostojność otaczającego mnie powietrza. Byłem tuż – tuż, może pół minuty marszu brakowało do celu a może było znacznie bliżej. Aleja bukowa czy lipowa wskazywała mi swym azymutem kierunek marszu ku Daisy. Narastało we mnie uczucie wewnętrznego oczekiwania i objawiała się pewność, że wszystko dookoła jest kruche i nietrwałe ale moja wiara była niezłomna. Tam nieco dalej od ostatniej kępy dawno przekwitłych rododendronów oczekuje na mnie nieskończona tajemnica, którą odsłonię za chwilę bez poczucia pychy. Przepełniła mnie błogość z powodu pewności odkrycia tego miejsca. Zacząłem się modlić za Daisy. Pomyślałem o moich znajomych, którzy teraz mitrężą czas czekając na mnie a i tak jedynie w zarysach wiedzą w jakim udałem się kierunku, bo droga była jedna do osiągnięcia celu. Jeszcze tylko zakręt, wzgórze i oto jest to magiczne miejsce czytelne dla wzroku. W chwilę później towarzyszyło mi silne wzruszenie, obręcz słodkiej radości ściskała moją głowę a w mózgu krążyły wolne elektrony wpływając na przyśpieszenie pulsu. Wewnątrz mnie teraz wszystko pulsuje gorącym krwioobiegiem i trwa koncert przepełniającej mnie radości, westchnienie uwięzło mi w krtani i nie moglo się uzewnętrznić ze wzruszenia. To prawdziwy stan ekstazy jak w filharmonii w przedziwnym spektaku, który bez reszty pochłonął moją uwagę. Wpatruję się w to miejsce i dokonuję pomiarów jedynie sobie znaną metodą. Jestem w pobliżu zamku a tu żywego ducha. Och, jak mi tu dobrze! Tę radość odkrycia poniosę w swoim życiu dalej a ona mnie uszlachetni i doda sił do odsłaniania wielu innych tajemnic książańskich. Teraz już wszystko wiem spośród tego co ważne, co istotne dla tego tajemniczego miejsca. Poznałem „geometrię” i szczegóły pochówku księżnej. Tu zastosowałem moje sekretne metody i zmierzyłem siłę wzbudzonych emanacji astralnych tu umiejscowionych i przypisanych tylko Daisy. Kontempluję to wszystko ale nie mam potwierdzenia ażeby Daisy chciała abym rozgłosił tę nowinę. Mam działać wyłącznie indywidualnie. Mam doprowadzić do tego aby uruchomić nieuchronne procesy na które czeka Daisy od lat. Mam wyrazić to czego życzy sobie księżna. A ona właśnie chce i pragnie aby odbyła się uroczysta ceremonia jej uroczystego pogrzebu na jednym z tarasów zamku Książ. Ja myślę o miejscu wybitnym w skali Książa – o Tarasie Różanym, o jego centralnym i jakże rozsłonecznionym miejscu…

Znajdziecie w sobie tyle cierpliwości aby uwierzyć, że tak właśnie było? Czy znajdziecie w sobie tyle radości aby uwierzyć i cieszyć się ze mną z tego faktu? Z czasem dla upamiętnienia drogi jaką przebyła Daisy aż dotąd będzie ta ścieżka parkowa bardziej uporządkowana i może ktoś pamiętliwy wkopie tu krzyż żeby uświetnić to miejsce niesprawiedliwego odosobnienia księżnej od świata zajęte przez nią na wiele lat z dala od wszystkich ludzkich oczu. Oddalone od wszystkich znanych szlaków pieszych. Tak będzie z tym uświetnieniem tego miejsca – tego też jestem pewien.

Minęło sporo czasu – nieco ponad pół roku od pamiętnego dnia i oto pora na przeprowadzenie analizy zdarzenia. Żaden urząd ani obecny administrator, żadne ministerstwo, żadne koła dyplomatyczne, żadne muzeum miejskie i pałacowe ani Rodzina von Pless/von Hochberg, władze samorządowe gminy, powiatu i województwa – nikt nie odpowiedział na przekazaną wiadomość o odnalezieniu miejsca pochówku księżnej Daisy. Nie otrzymalem potwierdzenia od Rodziny von Pless/von Hochberg, że tajemnica została rozpoznana. Nikt także nie podważył prawdziwości tego opisu. Dlaczego brak odpowiedzi ani na tak – ani na nie? Szanowni Państwo najlepiej jest gdy się nie ma odpowiednich środków finansowych i wówczas wypada jedynie stanąć skromnie z boku i nie reagować na zaczepki ponieważ urządzenie godnej ceremonii pogrzebu ostatniej właścicielki zamku może sporo kosztować. A kto ma dzisiaj pieniądze? Jaka instytucja? Odpowiedź – chyba tylko UE. Ci wszyscy Zainteresowani chętnie będą uczestniczyć w ceremonii pogrzebu o, ile nie będą zmuszeni do wysupłania żadnego grosza. Dlatego zabawa w głuchego albo w niewidomego widza trwa nadal.

Wiosną 2011r. pytam: czy tak ma być jeszcze długo? Księżna Daisy nie może czekać w nieskończoność !

Pierwszą wiadomość o odnalezieniu miejsca pochówku księżnej Daisy – Skarb i klejnot Dolnego Śląska zredagowałem w październiku 2010r. i umieściłem w internecie za pośrednictwem blogu Nasze Sudety i od tej chwili zapadła cisza. Nie wliczam do tej ciszy obraźliwych i pełnych sarkazmu wpisów pod moim adresem, które przecież na moją odpowiedź nie zasługugiwały. Ponadto napiszę jeszcze i to, że treść tego artykułu cały czas zmienia się i ewoluuje w kierunku wskazywania tematów zasługujących na szerszą publikację. Zastanowię się w jaki sposób upublicznić ten artykuł w internecie ale z pewnością nie uczynię tego w „Naszych Sudetach.” Jawi się zatem pytanie co ma być dalej w tej sytuacji, która powinna mieć swój ostateczny epilog? Odpowiedź znajdziecie Państwo w artykule, którego tytuł przywołałem już powyżej – wszystko jest w nim opisane bardzo jasno i zrozumiale. On pojawi się po pewnym czasie…

Ponadto pośrednio wskazuję, że nadmierne i codzienne eksploatowanie w mediach tematu pod tytułem – polityka stanowi znaczną przeszkodę w załatwieniu epilogu poruszonego problemu. Większość i to znakomita (ta, która nie ma jak się okazuje środków finansowych) uprawia działalność w zakresie quasi-polityki nikomu nic nie dającej w zamian, poza dokładnymi informacjami dotyczącymi bardzo częstego określania metodą sondażu opinii publicznej tego, która albo jaka partia ma szacunkowo największe poparcie społeczne a które partie posiadają poparcie mniejsze.To skupia uwagę polityków, politykierów wszelkiego kalibru oraz opinii publicznej i odsuwa załatwienie innych spraw na później. To jest jedyny argument jawności dla tych, którzy akentują, że chcą władać krajem. Kraj zaś to nie politykierzy lecz społeczeństwo, które i tak głosuje przypadkowo albo w większości w ogóle nie głosuje. Ja byłbym głosował na tę partię, która pomoże definitywnie rozwiązać wyłuszczony problem organizacji pochówku księżnej. Kto mi ułatwi trafne oddanie głosu? Któraż to partia? A czy jest taka partia, która w ogóle dostrzega tu pole działania dla siebie?

Ostatecznie wiadomo jaką orientację polityczną reprezentuje administrator zamku Książ i władze samorządowe m. Wałbrzycha. Nie zamierzam głosować na tę partię. Zresztą ja nie jestem z Wałbrzycha gdzie mechanizmy działania wiodącej partii są naoliwione publiczną kompromitacją.

Mieszkam na Wybrzeżu.

SC
12.III.2011r.”


Piłkarski test…

Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie sprawdzenie obiektywu Falcon 500 f/6,3 w warunkach bojowych. Niby wcześniej gdzieś tam coś nim pstrykałem, ale zawsze miałem chęć przetestowanie go w warunkach sportowych. Od dłuższego czasu wybierałem się na mecz piłkarski, ale jakoś dopiero w ostatnim czasie udało się wygospodarować trochę czasu na takowe testowanie. 

Zasadniczo nie spodziewałem się po tym szkle zbyt wielkiego szału, tymbardziej, że warunki pogodowe znacząco obniżyły zarówno chęci do kreatywnego działania jak i słusznego oświetlenia potrzebnego dla tego obiektywu. Cóż, nadal odczuwam brak pełnego testu ów obiektywu, który pozwolił by mu się w pełni wykazać a jedyne co dostrzegłem fotografując tymże Falconem to fakt, iż ręczne ostrzenie (pomimo tego, że większość czasu ostrzę manualnie) przy tak dużej ogniskowej potrafi drażnić przy dość żwawo poruszających się obiektach… Czekam zatem na test ów lustrzanej lunety w warunkach rajdowych.

A co do samego obiektywu, to bronię jego imienia motywując to stwierdzeniem, że zasadniczo niewielkich rozmiarów obiektyw o takiej ogniskowej powinien zawsze znaleźć miejsce w torbie fotograficznej jako uzupełnienie taktyczne, jakość zdjęć nie poraża a przy umiejętnym wykorzystaniu walorów tego szkła może dawać pozytywne odczucia estetyczne zdjęć, manualne ostrzenie w moim przypadku nie jest niczym negatywnym (robię to na codzień) a krytyka lustrzanych obiektywów będzie chyba zawsze (bo nie każdemu bokeh w stylu owalnym się podoba). Suma sumarum wszystkie za i przeciw znikają w ciemnościach ciemni fotograficznej, kiedy jako argument pojawia się cena! Kilka stów – nie wiecej 😉


Mój odzew na „Brak Profesjonalizmu?”

O to co zamieściłem sobie nerwem uniesiony w związku z dziwnymi (a może mniej dziwnymi) reakcjami polaków na wieść o wypadku Roberta Kubicy. Poniższy tekst wlepiłem na portalu www.f1.pl

Oto co napisałem:

„Witam, zasadniczo nie ingeruję w dyskusje tego typu i do F1 bliżej mi do rajdów, lecz teraz uznałem, że moja osoba musi wtrącić swoją skromną opinię.

 

Po pierwsze nie ukrywam radości z tego, że Robert wraca do zdrowia w tempie nadzwyczajnym. Robercie zdrowiej szybko i wracaj a Twój powrót będzie niezwykłym zwycięstwem!

 

Po drugie kwestia brawury polskich mediów i głosów ludu w odezwie tej brawury. Nędzny poziom znajomości wiedzy wynika z braku profesjonalizmu mediów (na każdym szczeblu – nieco wiem, bo od wielu lat mam bezpośrednią styczność z mediami). Portale, stacje telewizyjne, pismaki wszelkiego typu w chwili tragedii rodziny, której częścią jest taka osoba jak Robert widzą jedynie słupki i słupeczki przekładające się na bilanse finansowe. Każde z nich w podsumowaniu miesiąca poszczyci się na radzie zarządu dynamicznym wzrostem oglądalności od pierwszej niedzieli lutego a zatem znacznym wzrostem wartości sprzedawanej powierzchni reklamowej. A nieustające nerwy kibiców analizujących ich ułomność na wszelkich forach portali, nadal generuje „wejścia” co przyczynia się do sukcesu. Sukcesu finansowego a nie sukcesu zdrowiejącego Kubicy. Dodatkowo niejaki Kuzaj (ten od Formuły Pierwszej) w takim momencie zyskuje miano fachowca w oczach przerażonych tragedią zwykłych telewidzów (nie kibiców takich jak my) i zdecydowanie dzięki takim fachowym i dość mało finezyjnym (z jąkliwym, mało telewizyjnym przerywnikiem typu „Yyyy”) staje się tym „słynnym kierowcą”, który może użyć sformułowania: „wypadek był wynikiem braku doświadczenia kierowcy”. Może, bo się zna…

 

Po trzecie opiewanie braku odpowiedzialności Kubicy startującego w jakimś tam sobie rajdziku też nie świadczy o podejściu do sprawy w sposób rozsądny. W takim razie jutro nie jadę do pracy! Bo jeszcze jakiś pijany debil wjedzie we mnie na skrzyżowaniu. Albo już nigdy nie pójdę na basen bo mnie bakteria coli zabije. Sorki – do mnie nie docierają w tym przypadku żadne argumenty. Można przywodzić wiele przykładów, gdzie powinno się komuś coś zabronić (politykom w ten przykład latać samolotami nad Rosją lub też rajdowcom helikopterami nad Szkocją). Kubica dla mnie jest wzorem do naśladowania, który jest dobry w swojej pracy i wybitnie skutecznym w swoim hobby. Hobby to coś co powinien znać każdy facet, niezależnie od tego czy jest to zbieractwo grzybów czy wspinaczka w górach. Wypadek? Nie analizujmy tego jak się to stało bo to zasadniczo nie jest problemem tragedii. Problemem jest to, dlaczego element mający za zadanie zminimalizować problemy w trakcie takiego zdarzenia, nie wytrzymał – wręcz stał się gówną przyczyną tragedii. Dodam, że Marian Bublewicz potrafił taką bandę potraktować niczym większość graczy w grze Colin McRae 2 – po to by być jeszcze szybszym! Tu po prostu zawiniło to „coś” w tej barierze. A największym szczęściem w tym wszytskim jest to, że to metalowe badziajstwo NIE trafiło Kubicy inaczej…

 

ROBERT MIAŁ PRAWO BRAĆ UDZIAŁ ZARÓWNO W TYM RAJDZIE JAK I KAŻDYM INNYM! To jego HOBBY i on o tym decyduje czy będzie to surfowanie na desce w Californi, zjazd na nartach w Dolomitach czy rajd w Ligurii. I nie nam to oceniać…

 

Skoro tak, to dlaczego nie chciał wystartować w Polsce? Zasadniczo BO mamy PZM i nie mamy rajdów. I tu następuje po czwarte: bardziej niż tandetą mediów (wręczających sobie nawzajem statuetki) jestem OBURZONY postawą naszego zajefajnego PZMotu! Cały świat zareagował na wypadek – przyjaciele, kibice, wrogowie Kubicy. PZM jedynie zamieścił informację stworzoną na zasadzie „kopiuj-wklej” z bzdurnym stwierdzeniem: „Auto trzeba było rozcinać żeby wydobyć załogę. Pilot (…) wysiadł z rozbitego samochodu o własnych siłach.” To wkońcu jak to było?? Rozumiem, że Robert nie zrzeszył się w naszej federacji (tak mniemam bo nie mam pewności), ale żeby w takiej sytuacji mieć na niego focha?? Sorki. No, ale w rewelacyjnej stacji, wręcz super stacji, nasz czołowy reprezentant w FIA, mówił zdecydowanie o tym jak to dumnie przez megafon z helikoptera odwołał odcinek specjalny. BRAWO!

Już nasza Pani Minister Zdrowia okazała większe serce. Dzień po tym jak na pewnym portalu społecznościowym zamieściłem wredne stwierdzenie, że zaraz odezwie się NFZ a ZUS podniesie Kubicy składkę, nasza pani od szpitali stwierdziła, że jak Robert wróci już do Kraju to może liczyć na pomoc naszych najlepszych medyków. Uśmiałem się gorzko…

 

A na koniec słówko o nas (kibicach). Zastanawia mnie fakt, że na włoskich portalach, są same wpisy POZYTYWNE z życzeniami powrotu (i dość częste sformułowania w stylu, że za dwa lata w Maranello dokument podpiszesz). Jedynie u nas miliony sprzeczek, popychanek i miziania się wzajemnie. A przecież de facto Robert bardziej ichny niż nasz…

 

Kończąc życzę wszystkim wielu radości z wielkiego ComeBack’u naszego Fightera, rodzinie Roberta spokoju i siły, a samemu Robertowi, aby pokazał wszystkim co znaczy Duch Walki w jego wykonaniu…

 

Pozdro”