Photographer

Posts tagged “Bublewicz

Top5 z gatunku Takietam, czyli bez precyzji gatunkowej…

Zasadniczo nie spodziewałem się, że tak dużo pracy będę miał w okresie nazywanym „martwym sezonem”. Co ciekawe praca ta związana jest jedynie pośrednio z fotografią, choć i w tej kwestii nastąpił mały bonusik noworoczny o którym napiszę wkrótce (jak zagospodaruję chwilę czasu).

Poniżej montuję kolejną dawkę zdjęć, z którymi zasympatyzowałem w minionym roku i choć to dość przełomowy rok w mojej fotograficznej działaności to niestety nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że był on wysoko ocenianym (w moim odczuciu) sezonem twórczym. W kwestii sukcesów natury fotograficznej bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem było zawarcie paktu z Państwem Polskim, czyli wpisaniu się na listę dobrowolnych dawców składek daninowych (plusem podpisania paktu jest fakt iż pomogło mi to zaaplikować kilka nowych zabawek do mojej torby fotograficznej a minusem jedynym było to, że… tyle lat z tym zwlekałem!).

A co do poniższych zdjęć i emocji budzących przez nie w mym sercu to zdecydowanie wygrywa „kombinezon”. Nigdy w życiu nie spodziewałem się, że zobaczę właśnie TEN kombinezon, a gdy rzucił mi się w soczewki oczne to automatycznie cały mój organizm niemal zwariował. Zimny pot, miękkie kolana, drgania kończyn… Ci, którzy mnie znają doskonale wiedzą kim jest (a nie – BYŁ) dla mnie Marian Bublewicz. O całej sytuacji z kombinezonem można przeczytać TU.

Pozostałe zdjęcia moim zdaniem ucieszyły mą duszę i w takim małym plebiscycie uznałem, że powinny się tu znaleźć…

W trzeciej odsłonie, czyli następnym wpisie, zaprezentuję kilka moich zdjęć z kategorii motoryzacyjnej…

Pozdrawiam

Kombinezon Marian Bublewicz


Kubica, Mazur, Bublewicz i… Ja!

Po dzisiejszym w wyścigu GP Malezji, śmiem twierdzić, że tegoroczny sezon w F1 będzie udany. Nareszcie tak zmieniony regulamin wpłynął na atrakcyjność zawodów i podkreślam, że takie zmiany potrzebne są również w WRC (i wiem, że pewnego dnia nadejdą). A jeżeli chodzi o czwartą pozycję Kubicy – BRAWO chłopaku! Skrupulatnie przykręcaj śrubę mechanikom Renaulta a sukces gwarantowany – oby tak dalej.

Jeżeli już mówimy o Kubicy to nie dalej jak ponad tydzień temu, miałem ogromną przyjemność poznać Pana Jerzego Mazura, który poza prowadzeniem salonu Nissana w Wałbrzychu posiada dość solidną kolekcję motosportowych pamiątek (ale i nie tylko). Pan Jerzy, który na jednym z prezentowanych poniżej zdjęć prezentuje koszulkę z autografem naszego przedstawiciela w F1, jest solidnie zapracowanym przedsiębiorcą, ale na szczęście dla mnie znalazł kilka minut na zaprezentowanie swojej kolekcji. Dodam, że dość mocne wrażenie wywarło na mnie kilka eksponatów lecz dość solidną dawkę miliardów elektronów w moim systemie nerwowym przysporzył mi kombinezon Mariana Bublewicza. Nie jakiś tam kombinezon a dokładnie ten, w którym Bubel startował w swoim ostatnim rajdzie. Krew na tym kombinezonie mówi sama za siebie – nie sądzę bym zapomniał jej widoku…

Pośród sporej liczby eksponatów moją uwagę przykuły również formuły, którymi Pan Jerzy startował w wyścigach (z sukcesami), Fiat 126p – również wyścigowy oraz rarytasie jakim jest wiernie odwzorowana replika Fiata 125p, którym w czerwcu 1973 roku Sobiesław Zasada wraz z Franciszkiem Aromińskim, Jerzym Dobrzańskim, Andrzejem Jaroszewiczem, Robertem Muchą, Ryszardem Nowickim oraz Markiem Varisellą pobili kilka rekordów z tym najważniejszym jakim było osiągnięcie na dystansie 50 tysięcy kilometrów średniej prędkości 138,27 km/godz (dodam, że panowie tak non stop śmigali przeszło dwa tygodnie!!). Polecam każdemu, kto interesuje się historią polskich sportów samochodowych odwiedzić to miejsce (salon Nissana w Wałbrzychu), miejsce gdzie przed muzeum stoi oryginalna Celica Hołowczyca, która spaliła się doszczętnie w trakcie Rajdu Niemiec w 1997 roku. Szkoda, że tak mało czasu miałem na zapoznanie się z dorobkiem muzeum Pana Jerzego, lecz z całą pewnością powrócę tam niejednokrotnie.

Planowałem zamieścić te zdjęcia po świętach, ale wewnętrzna zaduma nad losem Pańskim oraz tkwiące w mej głowie plamy krwi na kombinezonie Mariana spowodowały, że zamieszczam ten tekst dziś. Bo w pewnych przypadkach niestety zmartwychwstania nie dostrzegłem…

Alleluja!!!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.