Photographer

Posts tagged “wypadek

40 Rally Swidnicki Krause, or just… ELMOT

It was truly weird rally. It’s sad to say, but polish motorsport is getting worse…

PZM (Polish part of FIA) sucks! That’s my opinion

Reklamy

3 minuty z Rajdem Dolnosląskim

Z racji mnogości zajęć, nie było mi pisane by zająć się pstrykactwem dokumentacyjnym w trakcie Rajdu Dolnośląskiego, ale… Ale dzięki uprzejmości kolegi Jarka, miałem możliwość „zaliczyć” kilka chwil na odcinku testowym owej rajodwej imprezy oraz mogłem choć na moment pobujać się w rozespanym jeszcze parku serwisowym. Tego dnia chyba pierwszy raz zapragnąłem leniwie powdychać spaliny abstrachując na poboczu odstawiwszy popełnianie fotografii zupełnie na bok. No ale jakoś kilka zdjęć powinienem zapodać…


Smutny Rajd Świdnicki…

 

„Zginęło wielu wspaniałych kierowców rajdowych, lecz odczytuję to jako pech, który w tej dyscyplinie przypłacić można dość szybko życiem. Jest to wielka tragedia, gdy w wyniku rywalizacji sportowej umiera człowiek.”   – Marian Bublewicz


Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień…

Zbliża się dość emocjonalna data w dziejach polskości – 10.04. Ten wpis zamieszczam dziś bo zapowiada mi się dość pracowity weekend a chciałbym nieco się podzielić refleksjami.

Bez wątpienia niemal rok temu stało się coś, co można śmiało określać mianem jednego z najgorszych dni dla naszego kraju. Zdecydowanie tragedia jaka miała miejsce wywarła wpływ na nas wszystkich i to raczej nie ulega wątpliwości. Co mnie smuci najbardziej to fakt, że tragedia nastała już po samym fakcie owego wydarzenia: polska scena polityczna zamieniła się w plugawą i beznadziejnie dziecinną operetkę najbardziej absurdalnych zachowań jakie można sobie wyobrazić. Debilne opluwanie się, które cechuje blokowiskową dziecinadę bezradności, przeniosło się na „wybrańców narodu”, którzy w ten sposób pokazywali jak ułomne mogą być persony mające za zadanie dążyć do rozwoju kraju zdziesiątkowanego mentalnie przez dekady socjalistycznego gniotu, który w gruncie rzeczy bardziej polaków polskość wyniszczył niż wszystkie wojny z naszym udziałem. Bo w trakcie wojen RAZEM dzielni polacy stawiali opory…

I te wojny (zwłaszcza ostatnia) natchnęły mnie do małej refleksji opatrzonej małym materiałem fotograficznym. W Wałbrzychu znajduje się cmentarz jakich wiele w naszym kraju (i nie tylko). Cmentarz radzieckich żołnierzy, którzy polegli w tych okolicach w trakcie drugiej wojny światowej. Cmentarz, którego stan wskazuje. I to mocno…
A wskazuje NAM polakom, iż sami domagamy się od wszystkich czczenia naszej chwały, polskości, odwagi i poświęcenia przez usilne starania, aby cały świat padając nam do stóp błagał o przebaczenie za krzywdy i niedole, nie potrafimy choćby delikatnie zadbać o innych. I nie chodzi mi tu o to by głaskać przykładowo powiązaną z tematem Rosję, lecz pochylić się nad tymi, którzy jako zwykli pojedyńczy bracia, mężowie czy ojcowie, leżą w zapomnieniu zdala od pamięci o nich. Bo przecież wiele z takich cmentarzy nigdy nie doczeka się choćby symbolicznych odwiedzin swoich bliskich. Mam wrażenie, że większość z tych, którzy bezsensownie ginęli wykonując jedynie rozkazy dowódców, nigdy nie doczeka się powrotu do domu – choćby samą informacją o miejscu pochówku. Smutne…

I to wzbudza we mnie lekko ironiczną pogardę w naszą stronę – opluwać błotem innych potrafimy, ale obiektywnie na siebie nie potrafimy spojrzeć. Przykre

Dlatego, rocznica katastrofy pod Smoleńskiem powinna w Polakach wzbudzać refleksje a nieobierać „jedyne słuszne kierunki” podniecane przez medialne potyczki międzyposłowe, przez które najbardziej cierpią jedynie Ci, którym tupolew zabrał najbliższych. Naprawdę Wam współczuję…WWIIWWIIWWIIWWIIWWIIWWIIWWIIWWII

 


WSTYD MI…

Tydzień temu. Dokładnie tydzień temu byłem w Olsztynie. I dokładnie tydzień temu miała miejsce osiemnasta rocznica tragicznej śmierci Mariana Bublewicza. Już osiemnaście lat minęło od chwili, gdy moje plany i marzenia legły w gruzach, gdy świat wywrócił się nieoczekiwanie, gdy straciłem bliską mi osobę… I pomimo tego, że może z raz w życiu byłem w pobliżu mojego Mistrza i pomimo tego, że nie wiedział On o moim istnieniu, to wtedy – 20 lutego 1993 roku – zalany łzami nie potrafiłem skupić swych myśli. Wszystko się wtedy zmieniło…

I po tych 18 latach przytrafia mi się kolejna trauma. Od kilku lat nie mogłem tego dnia przybyć na grób Bubla, nie dane mi było zapalić znicza w hołdzie Mistrzowi – wszystko przez dystans… W tym roku, odwiedzając rodzinny Olsztyn, mogłem udać się by w piękną mroźną pogodę w zadumie stanąć nad grobem Mariana, porozmyślać, powspominać, zwolnić na chwilę…

Niestety, abstrachując od moich emocjonalnych przeżyć, WSTYD MI! I pomimo, że była to moja osobista wizyta to przykro mi się zrobiło, że tak niewiele osób zechciało przybyć, zapalić znicz, powspominać… Mam wrażenie, że ZBYT niewielu ludzi pamięta o tym wielkim człowieku, że już garstka ludzi emocjonalnie wraca do tamtych dni, że młodzi „rajdowcy” nie znają tak jak powinni Mariana Bublewicza… Szczerze mówiąc sądziłem, że więcej ludzi ruszy tyłki i odiwedzi Mistrza! Bubla żegnały dziesiątki tysięcy a pamiętają dziesiątki jedynie.  I że niby olsztyniacy tak mocno go Kochają… KPINY!!

I tak jak sobie przyrzekłem sobie podczas Jego pogrzebu, że nie pozwolę o Nim zapomnieć, tak wiem, że już niebawem dotrzymam danego słowa…

P.S. I wiem, że gyby Marian żył, to z chłopakami z Olsztyna w te mrozy ślizgałby się na którymś z zamarźniętych jezior. Chłopaki tego jestem pewien…


Janusz Kulig

Luty to niewątpliwie najbardziej z beznadziejnych miesięcy w polskim motorsporcie. Dziś mija kolejna rocznica od chwili tragicznego wypadku w Rzezawie, gdzie na przejeździe kolejowym życie stracił Janusz Kulig…

Moje jedno małe wspomnienie.


Mój odzew na „Brak Profesjonalizmu?”

O to co zamieściłem sobie nerwem uniesiony w związku z dziwnymi (a może mniej dziwnymi) reakcjami polaków na wieść o wypadku Roberta Kubicy. Poniższy tekst wlepiłem na portalu www.f1.pl

Oto co napisałem:

„Witam, zasadniczo nie ingeruję w dyskusje tego typu i do F1 bliżej mi do rajdów, lecz teraz uznałem, że moja osoba musi wtrącić swoją skromną opinię.

 

Po pierwsze nie ukrywam radości z tego, że Robert wraca do zdrowia w tempie nadzwyczajnym. Robercie zdrowiej szybko i wracaj a Twój powrót będzie niezwykłym zwycięstwem!

 

Po drugie kwestia brawury polskich mediów i głosów ludu w odezwie tej brawury. Nędzny poziom znajomości wiedzy wynika z braku profesjonalizmu mediów (na każdym szczeblu – nieco wiem, bo od wielu lat mam bezpośrednią styczność z mediami). Portale, stacje telewizyjne, pismaki wszelkiego typu w chwili tragedii rodziny, której częścią jest taka osoba jak Robert widzą jedynie słupki i słupeczki przekładające się na bilanse finansowe. Każde z nich w podsumowaniu miesiąca poszczyci się na radzie zarządu dynamicznym wzrostem oglądalności od pierwszej niedzieli lutego a zatem znacznym wzrostem wartości sprzedawanej powierzchni reklamowej. A nieustające nerwy kibiców analizujących ich ułomność na wszelkich forach portali, nadal generuje „wejścia” co przyczynia się do sukcesu. Sukcesu finansowego a nie sukcesu zdrowiejącego Kubicy. Dodatkowo niejaki Kuzaj (ten od Formuły Pierwszej) w takim momencie zyskuje miano fachowca w oczach przerażonych tragedią zwykłych telewidzów (nie kibiców takich jak my) i zdecydowanie dzięki takim fachowym i dość mało finezyjnym (z jąkliwym, mało telewizyjnym przerywnikiem typu „Yyyy”) staje się tym „słynnym kierowcą”, który może użyć sformułowania: „wypadek był wynikiem braku doświadczenia kierowcy”. Może, bo się zna…

 

Po trzecie opiewanie braku odpowiedzialności Kubicy startującego w jakimś tam sobie rajdziku też nie świadczy o podejściu do sprawy w sposób rozsądny. W takim razie jutro nie jadę do pracy! Bo jeszcze jakiś pijany debil wjedzie we mnie na skrzyżowaniu. Albo już nigdy nie pójdę na basen bo mnie bakteria coli zabije. Sorki – do mnie nie docierają w tym przypadku żadne argumenty. Można przywodzić wiele przykładów, gdzie powinno się komuś coś zabronić (politykom w ten przykład latać samolotami nad Rosją lub też rajdowcom helikopterami nad Szkocją). Kubica dla mnie jest wzorem do naśladowania, który jest dobry w swojej pracy i wybitnie skutecznym w swoim hobby. Hobby to coś co powinien znać każdy facet, niezależnie od tego czy jest to zbieractwo grzybów czy wspinaczka w górach. Wypadek? Nie analizujmy tego jak się to stało bo to zasadniczo nie jest problemem tragedii. Problemem jest to, dlaczego element mający za zadanie zminimalizować problemy w trakcie takiego zdarzenia, nie wytrzymał – wręcz stał się gówną przyczyną tragedii. Dodam, że Marian Bublewicz potrafił taką bandę potraktować niczym większość graczy w grze Colin McRae 2 – po to by być jeszcze szybszym! Tu po prostu zawiniło to „coś” w tej barierze. A największym szczęściem w tym wszytskim jest to, że to metalowe badziajstwo NIE trafiło Kubicy inaczej…

 

ROBERT MIAŁ PRAWO BRAĆ UDZIAŁ ZARÓWNO W TYM RAJDZIE JAK I KAŻDYM INNYM! To jego HOBBY i on o tym decyduje czy będzie to surfowanie na desce w Californi, zjazd na nartach w Dolomitach czy rajd w Ligurii. I nie nam to oceniać…

 

Skoro tak, to dlaczego nie chciał wystartować w Polsce? Zasadniczo BO mamy PZM i nie mamy rajdów. I tu następuje po czwarte: bardziej niż tandetą mediów (wręczających sobie nawzajem statuetki) jestem OBURZONY postawą naszego zajefajnego PZMotu! Cały świat zareagował na wypadek – przyjaciele, kibice, wrogowie Kubicy. PZM jedynie zamieścił informację stworzoną na zasadzie „kopiuj-wklej” z bzdurnym stwierdzeniem: „Auto trzeba było rozcinać żeby wydobyć załogę. Pilot (…) wysiadł z rozbitego samochodu o własnych siłach.” To wkońcu jak to było?? Rozumiem, że Robert nie zrzeszył się w naszej federacji (tak mniemam bo nie mam pewności), ale żeby w takiej sytuacji mieć na niego focha?? Sorki. No, ale w rewelacyjnej stacji, wręcz super stacji, nasz czołowy reprezentant w FIA, mówił zdecydowanie o tym jak to dumnie przez megafon z helikoptera odwołał odcinek specjalny. BRAWO!

Już nasza Pani Minister Zdrowia okazała większe serce. Dzień po tym jak na pewnym portalu społecznościowym zamieściłem wredne stwierdzenie, że zaraz odezwie się NFZ a ZUS podniesie Kubicy składkę, nasza pani od szpitali stwierdziła, że jak Robert wróci już do Kraju to może liczyć na pomoc naszych najlepszych medyków. Uśmiałem się gorzko…

 

A na koniec słówko o nas (kibicach). Zastanawia mnie fakt, że na włoskich portalach, są same wpisy POZYTYWNE z życzeniami powrotu (i dość częste sformułowania w stylu, że za dwa lata w Maranello dokument podpiszesz). Jedynie u nas miliony sprzeczek, popychanek i miziania się wzajemnie. A przecież de facto Robert bardziej ichny niż nasz…

 

Kończąc życzę wszystkim wielu radości z wielkiego ComeBack’u naszego Fightera, rodzinie Roberta spokoju i siły, a samemu Robertowi, aby pokazał wszystkim co znaczy Duch Walki w jego wykonaniu…

 

Pozdro”